
Języków możemy uczyć się wszędzie. W szkole, w domu, na podwórku czy nawet przez Internet. Jednak nic nie zastąpi i nie da takich rezultatów jak kontakty międzyludzkie. Zwłaszcza z naszymi rówieśnikami z innych krajów. Nie ma wtedy odrobinę napiętej, szkolnej atmosfery, ławek i sprawdzianów. Tylko my i obca, ciekawa kultura, którą możemy poznać z pierwszej ręki, a nawet wziąć w niej udział.
Dziewięcioosobowa grupa szczęśliwców z naszej szkoły klas pierwszych i drugich pod opieką p. Agnieszki Grzebieniak miała niepowtarzalną okazję sprawdzić, jacy są z nich poligloci i kosmopolici i wzięła udział w tzw. „Europejskim Tygodniu”.
A byli to:
Angelika Pisula 1b
Justyna Josz 1b
Piotr Michalski 1b
Bartosz Bigos 1a
Paulina Gładysz 1a
Joanna Karbownik 2b
Wiktoria Zabiega 2b
Łukasz Reynolds 2b
Dominika Gurgacz 2b
Akcja ta organizowana jest, co roku w niemieckim Saarlandzie w miasteczku o wdzięcznej nazwie Gersheim. Jest to malutka, lecz bardzo malownicza miejscowość, w której codziennie o 6 rano mieszkańców budzi kościelny dzwon (o 6 rano budzi dzwon!;/) Grupy młodzieży z pięciu europejskich krajów: Polski, Niemiec, Ukrainy, Francji i Białorusi spędziła razem cały tydzień w ekologicznym ośrodku zwanym Spohns Haus. Mieli oni okazję nawiązać międzynarodowe przyjaźnie podczas wspólnych dyżurach w kuchni, meczów koszykówki, tenisa stołowego, na koncertach, wycieczkach i podczas wspólnych projektów. Choć oczywiście nie zawsze wszystko było jasne, nie zawsze do głowy przychodziły im odpowiednie słowa, które są przecież podstawą komunikacji. Nieraz wytłumaczenie komuś gdzie leżą szklanki, o której jest cisza nocna bądź, kto, z kim gra podczas meczu i w ogóle, jakie obowiązują zasady wydawało się zadaniem ponad siły. Jednak wszystkie te sytuacje wspominane są z uśmiechem, są niezapomnianym doświadczeniem i przed wszystkim możliwością do złamania wewnętrznej blokady do posługiwania się obcym językiem.
Ciekawym doświadczeniem były także liczne wykłady na temat ekologii oraz prace w grupach gdzie trzeba było wykazać się nie tylko znajomością tematu i języka, (wszystko odbywało się w języku niemieckim), ale także cierpliwości i tolerancji wobec siebie nawzajem. Bo jak wiadomo nie tylko podczas zabawy, ale także i pracy można się doskonale poznać. Dlatego tez w programie wyjazdu znajdywały się m.in. prezentacje krajów przygotowane przez samych uczestników, oglądanie filmów o tematyce ekologicznej, dyskusje, zajęcia i projekty.
Wszystkie narodowości serwowały specjalności kulinarne charakterystyczne dla swego kraju podczas Eurobufetu, na który przybyło wielu znakomitych gości. Aby ich zabawić każda grupa zaprezentowała swoje umiejętności wokalno-improwizatorskie.
Nasi uczniowie wykonali dwie piosenki: „Czerwone Korale” oraz „Keine Grenzen”, czym zasłużyli na największy aplauz i sympatię widzów, szczególnie narodowości niemieckiej. W ostatnim dniu wszyscy mięli okazję pobawić się wspólnie na zorganizowanym koncercie. Okazało się wtedy, że Polacy mają trochę inne pojęcie „zabawy”, ale dzięki temu udało im się rozkręcić niemrawe z początku towarzystwo ;)
Nasza europejska grupa w ciągu tego tygodnia miała okazje zobaczyć i zwiedzić wiele pięknych miejsc zarówno w Niemczech jak i w niedalekiej Francji. Uczestnicy wyjazdu odwiedzili m.in. stolicę Saarlandu - Saarbrucken, znaną z drugiego, co do wielkości teatru w Niemczech, Metz, gdzie odwiedzili dom Roberta Schumana, Strassburg, gdzie odwiedzili Parlament Europejski oraz Neunkirchen.
Cały wyjazd był niezapomnianym przeżyciem. Tak wiem, to banalne stwierdzenie, ale niestety idealne. Choć tydzień to naprawdę mało, udało się nawiązać nowe przyjaźnie, które niestety teraz muszą przenieść się na szklane ekrany komputerów. Zostało zrobionych mnóstwo zdjęć, jednak nie uchwyciły one tego, co najważniejsze. Wszystkich komicznych sytuacji, atmosfery, słów, gestów.
W jednym z pierwszych wiadomości od mojej współlokatorki, uczestniczki „Europawoche” przeczytałam:
„Dziwnie było mi obudzić się dziś w domu, nie czekać w kolejce do łazienki, nie pójść na śniadanie do drugiego domu, nie dostać na drogę tych paskudnych kanapek z salami, nie mówić po angielsku i niemiecku. Tak dziwnie się czuję, gdy wszyscy mnie rozumieją w moim ojczystym języku. Tak dziwnie się czuję, gdy nie słyszę tego okropnego dzwona od 6 rano, co pół godziny. Tak dziwnie, że za tym w ogóle tęsknie.
Do zobaczenia w Gersheim:*”
dodał: szerm
Komentarze [0]
Aby skomentować newsa musisz się zalogować!